Bogate wnętrze

Rozmawiałam z mężem, niestety, oddanie dzieci nie wchodzi w rachubę. Coś tam szczebiotał, że za rzadko chodzę do terapeuty (lekarza od czubków). „Idź się leczyć! A nie, już chodzisz, dobra. Ale może za rzadko?” I tym podobne. Według niego byłoby najlepiej, abym przynajmniej raz w tygodniu go odwiedzała. Albo (jeszcze lepiej), że to już najwyższy czas, by przepisał mi jakieś leki na receptę. Bo przecież każdy dorosły człowiek wie, że pigułka, popita kieliszkiem winka, jest najlepszym lekiem na wszystko. Nawet na raka. Ale poniosło go trochę z tymi lekami, bez wątpienia, nie zna się na moim czarnym humorze. Widziałam w swoim (długim) życiu tyle memów w stylu „pozbądź się tego, co Cię ogranicza” – i pyk, rodzic odkłada dzieciaka do kosza z zabawkami w sklepie – czy inne tego typu – i były one przezabawne. Wiadomo, że to wszystko dla beki (tak się teraz mówi?). Was to nie bawi? Przecież nie proponowałam sprzedania dzieci na organy jakiejś mafii zajmującej się bebechami, trochę człowieka jeszcze we mnie zostało… a mógłby być z tego niezły hajs. Podobno na czarnym rynku nerka kosztuje kupę kasy… tak słyszałam (jak ktoś wie coś więcej, to proszę o kontakt… tylko szyfrem („puszczone oko”) Ktoś może wie, ile tak naprawdę kosztuje nerka?). Mówiłam staremu, że z jedną może jeszcze długo, długo żyć… a za drugą kupimy sobie kawalerkę w centrum miasta. I aby szybko przemyślał temat, bo im dłużej myśli, tym ceny nieruchomości idą w górę i niedługo za jedną nerkę co najwyżej garaż sobie kupimy. Też go ten temat nie bawi. Boi się nawet pierwszy zasnąć, bo nie wie co żonka szykuje za jego plecami. Ale bez przesady, przecież to są tylko ŻARTY.

Muszę przyznać, że jestem przezabawna. Teściowa podejrzewa, że planuje zamach na „bogate wnętrze” jej syneczka, albo przynajmniej na kasę z polisy. Niepotrzebnie, przy niedzielnym obiedzie wspomniałam, że czas najwyższy założyć drugą polisę na naszą głowę rodziny, i że okna trzeba umyć. I to koniecznie jeszcze przed świętami. Najwyraźniej poruszenie tych dwóch tematów w jednym zdaniu dało jej do myślenia. Tak czy siak, bez względu czy robimy sobie jaja czy nie, głowa rodziny zarabiająca większy hajs, musi być ubezpieczona. Naprawdę, lepiej opłakiwać zmarłego męża z kasą na koncie, niż, z tak zwaną, gołą dupą. Dobra rada, nie traktujcie jej jak próba realizacji planu sprzedażowego. Nie jestem agentem ubezpieczeniowym… nie lubię ludzi… to znaczy… nie umiem udawać, że lubię ludzi, zwłaszcza jak mnie wkur… denerwują.

Także uważajcie na siebie, bo licho nie śpi!

* Podczas pisania tego wpisu, nie ucierpiało żadne zwierzę, ani człowiek, ani żadna istota żyjąca…

O Boże! Pająk!!! … ups! (edit)

** Podczas pisania tego wpisu, nie ucierpiał żaden ssak.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s