Matka, człek bez gustu!

Wiecie, tęsknię za tym czasem, kiedy kupowałam swoim berbeciom łachy takie, jakie mi (i tylko i wyłącznie MI) się podobały. „Ojejku. Sweterek z Pluto!”, „Kaczor Donald jest naprawdę CooL”, „jaka słodka jest ta piżamka z Ninjago”. Spodobał mi się ciuch, to go kupowałam, ubierałam w to swojego kaszojada i byłam przeszczęśliwa, że wygląda super. To nic, że zaraz to słodkie ubranko zostanie uwalone jogurtem (kaszą) albo ziemią z doniczki. Teraz jest super! Chwilo trwaj, albowiem nigdy nie wiesz, kiedy twój potomek zacznie się wypowiadać w kwestii kupowanych dla niego ubrań.

Z racji, że mój świeżo upieczony 7latek jest dosyć duży, zmuszona jestem kupować mu ciuchy rozm 140. Te, na 134 zazwyczaj bywają już przykrótkie. Pozostaje nam więc tylko dział młodzieży (czyli 140-170 czy jaki tam mają zakres dla chłopców). Wszystko w tym dziale jest takie jakieś… bezpłciowe, nijakie… Ale wyhaczyłam dla swojego syna fajne bluzki z Iron Manem, postaciami Marvela i inne takie, które wydawały mi się spoko (dla dzieci w jego wieku). Nie ma to, jak baba wybiera ciuchy dla chłopa, ale zgodzicie się, że Spider-Man kojarzy się bardziej z „czymś dla chłopców”, a dla dziewczynek, to prędzej Barbie, księżniczki Disneya i takie tam kokardki, wstążki i brokat. Rzeczy przyszły dziś do domu kurierem. Komentarz potomka, pierwszego w kolejce do wydziedziczenia był następujący:

– Ale to obleśne, nie będę w tym chodził do szkoły.

Serio? Czy ja usłyszałam to, co właśnie usłyszałam. Pół nocy wybierałam bluzki dla niego – nie dla mnie (wiadomo, że wybieranie ciuchów dla siebie samej, nie męczy) a on mi, tak po prostu, tak bezczelnie… komentuje – „obleśne”.

Zrobiło mi sie smutno. Myślałam, że pierwszy raz doświadczę takiego smutku, kiedy powie mi coś w stylu „nie rób mi już więcej siary przy kolegach i nie przychodz już NIGDY po mnie do szkoły”. Ale moje dziecko już teraz chce samodzielnie wybierać  sobie ciuchy, bo matka, stara pierdzielka, to mu wybiera same oblechy. No dobrze… Nie znam się. Nie wiem co się teraz nosi w pierwszej klasie i co by idealnie  współgrało z dresami…  pozostaje mi tylko zostawić te piękne koszulki do chodzenia „po domu”. Nie dam się wyprowadzić z równowagi. Mogę pełnić funkcję bankomatu. „Bierz co chcesz, ja tu tylko płacę”.

Kiedy nie miałam dzieci to zawsze mówiłam ” mi to będzie bez różnicy, czy mój syn będzie chodzić w pastelowych rurkach czy spodniach z krokiem w kolanach. Jego życie, jego sprawa.” Naprawdę pięknie to powiedziałam, aż sama sobie za to przyklasnęłam. Tylko nie wiedziałam, że jednak tak ciężko zaakceptować fakt, że Twoje dziecko ma inne zdanie (a wiadomo, że to moje zdanie jest najlepsze). Taka drama, a to tylko koszulki dla siedmiolatka. Co jak mi powie „zostaniesz babcią”?

Papierowa torba! Szybko, bo nie mogę oddychać!!! (Tak, wtedy to będzie czas na prawdziwą dramę)

Wdech i wydech… wdech i wydech… tak jak mówiłam 10 lat temu. Mi to obojętne, co będzie nosić moje dziecko. Jego styl, jego życie, jego wygoda. Tego się trzymam. Gdybym za bardzo świrowała, proszę dać mi kopa w dupę.

To nie chodzi też tylko o koszulki, ale o cały zestaw zachowań, podważających mój autorytet. „Żaden chłopak w szkole nie chodzi w czapce, to ja też nie będę”. I nic nie zrobisz. Chciałam sposobem – „Załóż czapkę, a przed szkołą ściągniesz. Nikt nie będzie widział.” No, pomysł świetny, myślę sobie – zadziała na 100%; no musi, bo przecież to genialne! Ale nie. On nie będzie chodził w czapce, bo inne dzieci też nie ściągają czapki przed szkołą. Na szczęście, zakłada kaptur jak mu zimno. Chociaż tyle… nie chce aby się pochorował i siedział w domu… zwłaszcza, żeby nie siedział w domu!

– Tata też nie nosi czapki, tylko zakłada kaptur.

I nie ma nawet dyskusji. Próbowałam namówić męża, by przekonał chłopaka, ale on mi na to „po co mu czapka, jak ma kaptur?”. Niedaleko pada jabłko… chcesz wiedzieć, jakie będziesz mieć jabłka, spójrz na jabłoń. Jak tak patrzę na mojego męża, to się martwię, co będzie za 6-8 lat… stary pierdziel i dwóch nastolatków… chyba pozostanie mi stare, ale nadal działające, branie na litość, czyli łzy kobiety, żony, matki… Nikt nie lubi patrzeć na łzy… chociaż zaraz, zaraz… Mam w zanadrzu trochę obciachowych zdjęć z dzieciństwa przeznaczonych na szantaż! Trzeba się za wczasu ubezpieczać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nadejdzie czas aby wyciągnąć asa z rękawa.

3 comments

  1. hell… Współczuję. Łączę się w bólu, a wręcz boolu. Dziewczynkom pewne rzeczy idą szybciej, pięciolatka już mi delikatnie tłumaczy „Mamusiu, to nie jest specjalnie gustowna kiecunia, mogę ubrać inną?” i to jest zasadniczo miłe, bo trzylatka wyje „Nie ciem, nie ubrę, NIE CIEM, nie ja!” A to taka śliczna kiecunia z Myszką Minnie była…

    Polubienie

    • Wiem, że masz rację. Przecież widzę inne dzieciaki wracające do domu z kurtką w ręku. Ale to jakoś samo przychodzi. Matka po prostu musi ględzić. Tak jesteśmy zaprojektowane 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s