Jak (nie) radzić sobie z nerwami.

Wizyty u terapeuty (lekarza od czubków) mają swoje zalety. To nic, że płacisz jak za złoto (nie, jak za zboże, tylko jak za złoto, złoto kuuurde), a te 45 minut mija zanim zdążysz otworzyć usta. Ale za to wychodzisz z gabinetu taka… oczyszczona. Przeżyłam właśnie swoje katharsis i zaczynam od nowa – czysta kartka. Jestem wypełniona pozytywnymi myślami. Dostałam swój przewodnik na życie. Dekalog, według którego zmienię swoje jestestwo…

Wracam do domu. Zastana  rzeczywistość: mąż na kanapie, ogląda pudelka, czy inne aferki w internecie.

– Wiedziałaś, że Opozda znalazła swoją hejterkę, a Friz jest jednym z najmłodszych polskich milionerów?

Moje życie, po tej informacji, już chyba nigdy nie będzie takie same. Czysta kartka się zakleksowała. Trudno będzie żyć z tym dalej. Zapiszę to w notesie, jako temat do omówienia na następną sesję. Razem nam się uda z tym uporać. (Sarkazm)

Rzucam okiem na mieszkanie. Dziesięć koców leży rozwalonych: trochę na kanapie, trochę na podłodze w salonie… jeden chyba nawet „idzie” do pokoju chłopców. Nie wiedziałam, że mamy ich aż tyle. Naczynia w zlewie – są, śmieci wychodzące z kosza – są, buty rozwalone częściowo w przedpokoju i częściowo w salonie – są, plecak rzucony pod drzwi toalety – jest. Uff, jaka ulga, a już myślałam, że nie będę miała się do czego przypie… doczepić. Musiałam nawet (na wszelki wypadek) w drodze do domu wymyślić ściemę, o którą (niby) prosiłam starego, a on o niej zupełnie zapomniał! Coś w stylu „Prosiłam Cię sto razy, abyś kupił, gdy będziesz wracać z pracy, te lody z ciasteczkami. Mogę prosić Cię milion razy, a ty zawsze masz to w dupie! Przecież wiesz, że jestem po okresie!” Można tu wstawić coś bardziej niezbędnego np. mleko, czy coś, czego brakuje w domu, albo jeszcze lepiej – coś niby do szkoły dla dzieciaka. No i klasycznie dodać, że dla innych, to robi wszystko, a dla swojej żony – nic.

– Chłopak odrobił lekcje? – pytam, wiadomo, że retorycznie, bo młody nigdy sam z siebie nie robi zadań.

– Nie, czeka na Ciebie. – no eureka!

Zasada 1. Opanuj gniew – postaraj się uspokoić. Okej, to nic trudnego, umiem się uspokoić. Na przykład takie talerze, leżały tam już rano i już się zdążyłam na nie zdenerwować. Bez sensu wkurzać się dwa razy na to samo, w ciągu jednego dnia. A śmieci? Upcha się nogą i jeszcze jeden dzień wytrzymają. Chyba że coś prędzej z nich wypełznie… także spokojnie. Buty i pleck sobie odgarnę nogą, robiąc przejście. Przesunę, nie kopnę (chociaż ciężko się było powstrzymać) Just relax. Koce? Oddam do Caritasu. Pozbędę się tego, co mnie wkurw… denerwuje. Widzicie, jaka jestem spokojna. Z każdej sytuacji jest wyjście. CHILL

Chibi girl chill, relaks, jak się nie przejmować

Smark bierze te swoje skoroszyty z zadaniem domowym. Trzy kartki A4 ćwiczeń, na oko 5 minut roboty. Ale super! Chociaż szybko pójdzie…

42 minuty później…

„…jakaś nieznana mi wyliczanka…eins, zweeeei, drei! Teraz robię ten przykład. Ile muszę dodać kropek do dwóch, aby mieć dziewięć… jakiego koloru kropki teraz zrobić?… Mama, mama! wybierz kredkę! Nie, nie czerwoną, czerwona już była. Nie chcesz, okej, ołówek wybierze kredkę za ciebie. Ołówek mówi, że teraz kolej fioletowej… o nie… trzeba natemperować… (po rozsypaniu przypadkiem, ścinków na podłogę) Patrz mama, czy ja pięknie robię?”

Chce aby ktoś mnie zabił. Jakiś włam, niech strzela i bierze wszystko co jest w mieszkaniu.

Zasada nr 2. Rozmawiaj – nie zawsze musi być tak, jak sobie założyłaś, idź na kompromis. Słuchaj innych.

– Wiesz co, synek? Pięknie robisz to zadanie. Mam pomysł. Zrób tutaj razem z kredkami i ołówkiem wszystkie te zadania i pokażesz pózniej mamusi, jak ślicznie to wszystko sam zrobiłeś. Okej?

– Ale ja nie chce już robić, bo to jest długie!!! I ja nie umiem pisać małego „e”!

– Ok, to nie rób. Nie zawsze musi być tak, jak pani nauczycielka sobie założyła, prawda?

Zgrywam się, nigdy bym tak nie powiedziała. Prędzej przekupiłabym te małą kreaturę hajsem, jeżeli czekolada albo netflix by nie pomogły. 

Zasada nr 3: Przewietrz umysł, świeże powietrze te sprawy.

– Wychodzę!

– Dokąd?

– Po alkohol…

Zasada nr 4. Nie wymagaj od siebie za dużo.

Okej. Skoro naczynia, śmieci i syf na chacie mogą poczekać, to mogę w takim razie rozwalić nowy level Candy Crusch.

Muszę przyznać, że te proste zasady, o których wspomniał mój terapeuta (lekarz od czubków) są wspaniałe. Jak tak dalej pójdzie, to pozbędę się depresji, kryzysu, myśli samobójczych i chęci popełnienia morderstwa – wszystko za jednym razem. Chwilo trwaj! Czas na nagrodę – ciasteczko.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s