Krótki wpis o (świątecznym) załamaniu nerwowym.

Nie cierpię świąt! W sumie nie lubię żadnych tradycji, uroczystości, żadnych okazji, podczas których trzeba (wypadałoby) składać życzenia. Od małego to było jedno z najgorszych doświadczeń. Jedziesz z ojcem do babci, masz jakieś pięć, może siedem lat. Udajesz, że się cieszysz, niby nikt Ci nie kazał, ale czujesz, że tak musi być. Witasz sie z dziwnie pachnącą staruszką, którą widujesz dwa, może trzy razy w roku. Teatralny usmiech numer cztery „słodki dzieciak”. Kiedy jedziemy już do domu? Po co ojciec tyle gada z tą babcią, dlaczego w ogóle tu jesteśmy? – pytasz w myślach bóg wie kogo.

Wigilijna przemowa ojca. To jest dopiero horror! Jako dzieciak masz w dupie co gada twój stary. Jakiś tam bełkot „abyśmy cieszyli się zdrowiem… bla, bla, bla… aby wasze marzenia się spełniły… bla, bla, bla… że możemy tu być razem… bla, bla, bla…” Patrzę na siostrę i marzę, aby zachorowała i umarła, abym w końcu miała większą część pokoju dla siebie. Chyba nie o to chodziło mojemu ojcu… I czas na jeszcze większy horror – łamanie się opłatkiem. Jeszcze do sióstr to rzucisz coś w stylu „wesołych/ wiesz o co chodzi/ sto lat życia w samotności”, albo, jak już jesteście nastolatkami „aby nikt się nie dowiedział, że nosisz push-up.” Do matki czy do ojca już tak nie powiesz, dlatego co roku „zdrowia, szczęścia, pieniędzy, spełnienia marzeń” – chociaż masz gdzieś, czy ich marzenia się spełnią, bo to stare zgredy, które nigdy nie zrozumieją twoich problemów. Mój ojciec był mistrzem życzeń świątecznych! Jakie on miał życzenia, fiu, fiu. „Abyś się w końcu słuchała rodziców” – do tej, która zdobyła główną nagrodę w konkursie „najbardziej wkurwiała ojca w 1987”, albo „abyś w końcu codziennie myła naczynia” – dla najmłodszej córki, która ze względu na problemy zdrowotne miała tylko jeden obowiązek domowy – mycie naczyń. I jak można się domyślać, nie robila tego zbyt regularnie. Historię o nieumytych naczyniach być może będziecie mogli wkrótce poznać.

Jeszcze jako smarkacz, da się ten okres przetrwać. Gorzej jest gdy dorastasz i na święta idziesz do… rodziny swojego chłopaka. W związku z traumatycznymi doświadczeniami z moimi własnymi, osobistymi i rodzonymi babciami czy ciotkami, unikałam jak ognia odwiedzania JEGO rodziny w święta. Nie miałam ochoty być wystawiana jak małpa w zoo, aby obcy ludzie mogli ocenić czy nadaje się na przyszłą towarzyszkę życia czy nie. Zresztą, wymiksowanie się nie było takie trudne, po prostu mówiłam, że jadę do SWOJEJ ciotki czy babki. Nikt tego nie kwestionował, nie sprawdzał czy mówię prawdę, wystarczyło nie wchodzić całe dnie na GG i problem z bani. Sytuacja stała się bardziej skomplikowana kiedy zaczęłam mieć męża. Tu już bardzo ciężko się wykręcić. Potrzeba habilitacji ze szkoły teatralnej i umiejętności gry aktorskiej na najwyższym poziomie. „Mam gorączkę, chyba będę rzygać i czuje jak bobruje mi w brzuchu … (bełt)… nie mogę pojechać z Tobą do twoich rodziców.” Jak chlałaś wczoraj ze swoimi rodzicami, to tekst nie przejdzie, bo ci stary skomentuje „ruszaj dupe pijaku jeden, jak nie umiesz pić, to nie pij wcale następnym razem,” ale jak nic nie piłaś, to może łyknie bajkę o grypie żołądkowej. Będzie mu Ciebie żal i może w nagrodę, zabierze dzieci i pojedzie z nimi sam. A ty sobie cały dzień, w wyrze, nawalasz levele w Candy Crusch. Niestety, wykorzystywanie grypy żołądkowej ma swoje minusy. Piąty rok z rzędu i on już zaczyna coś podejrzewać. Dlaczego zawsze na święta dopada Cię grypa? „Czy ty nie lubisz jeździć do moich rodziców??!!”  Dlatego wypadałoby raz na trzy-cztery lata być zdrowym na gwiazdkę. Polecam jakieś relamax albo znieczulenie %. Jak przyjedziesz już lekko podchmielona to czas szybciej zleci. A jak za dużo wypijesz, możesz mieć szczęście i zasnąć już w samochodzie. Także w drodze można wykorzystać patent z bełtem „zatrzymaj się, będę rzygać!” I jak jesteś dobra w te klocki, to zawróci i odwiezie Cię do domu. Ale pamiętaj, że następnym razem, zabroni ci żłopać wódę do śniadania.

Ale jesteś dojrzałą kobietą po trzydziestce, masz dzieci w wieku 6-7 lat i już Ci nie wypada nawalić się jak szpadel o ósmej rano. Dlatego zaciskasz zęby, odświeżać swoje teatralne uśmiechy i udajesz, że to taki cudowny czas. Babcie i wujkowie twojego męża są jeszcze gorsi od twoich. Jeżeli ich nie odwiedziłaś w wigilię, trzymają opłatek nawet do drugiego dnia świąt, albo i do sylwestra, aby tylko się z Tobą połamać i wymienić życzenia. „HO! Ho! Ho! Jesteśmy jedną RODZINĄ!” Co można życzyć takiej babci, która się urodziła przed drugą wojną światową „Życzę Ci, abyś w końcu spotkała się ze swoim bogiem” czy nie brzmi to jakbyś życzyła babci śmierci?… Bosz, spraw, aby ziemia się zatrzęsła i abym wpadła do ogromnej dziury.

Mieszkanie 800km od rodzinki (jego i twojej) ma swoje plusy. Nie musisz spędzać z nimi świąt. Ale ma to też swoje minusy. Musisz spędzać je TYLKO ze swoją własną rodziną. I nie masz komu podrzucać dzieci, gdy Cię wkurwiają. Nie wiem co jest gorsze, musiałabym zrobić tabelkę za i przeciw, a najlepiej kompleksową analizę SWOT.  Najgorsze jest to, że od ju tra zaczynają się ferie świąteczne, które będą trwały do 10go stycznia. Traktuję zatem ten wpis jako prolog do tragedii w trzech aktach (akt I przygotowania do Świąt, akt II Święta i Sylwester, akt III Pierwszy tydzień nowego roku). Tyle dni spędzonych razem, pozwoli mi jeszcze lepiej doświadczyć, jak wkurw.. denerwuje mnie moja rodzina. Mogłyby i mnie w tym roku odwiedzić trzy duchy świąt, abym przeżyła swoją wewnętrzną przemianę – jak Ebenezer Scrooge. Póki co, pozostaje mi tylko picie melisy i branie ziołowych tabsów na uspokojenie… Wesołych Świąt…

Świąteczne załamanie nerwowe, depresja świąteczna, chibi girl christmas,

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s