Spustoszenie

Jestem jeszcze trochę chora. Teraz trochę, ale nieco wcześniej to byłam baaardzo mocno. To jest nieprawdopodobne, jak ten dziadowski wirus rozwalił naszą rodzinę. A dokładniej tylko mnie i starego. Rzut okiem na sytuację.

NIEDZIELA: pierworodny ma pozytywny wynik testu.

PONIEDZIAŁEK: idziemy robić PCR pierworodnemu. Jakieś objawy choroby? Żadne! W ten sam poniedziałek rano, drugorodny dostaje gorączki. Gorączka powyżej 38. Oczy także zaczerwienione. Cały dzień leży i śpi. Matka z ojcem – 100% fit.

WTOREK: pierworodny dalej zdrowy, żadnych objawów. Drugorodny po porannych lekarstwach cudownie ozdrowiał – do końca dnia bez gorączki. Mama? Jest jakby ok, tylko czuje, jakby było mi trochę niedobrze. Papa? Papcio, mówi, że coś go chyba bierze… a i że wróci późno z pracy.

ŚRODA: dzieci zdrowe. Mama ledwo wstała z łóżka. Łeb nawala, gardło nawala, woda z nosa leci litrami… Mięśnie bolą. I tu muszę się na chwilę zatrzymać, bo bolały mnie głownie mięśnie pupki, jakbym co najmniej robiła cztery serie przysiadów z wielkim obciążeniem. Nie myślałam, że przy tym wirusie, może aż tak boleć dupa! W sensie mięśnie. Koszmar! Na zmianę robiło mi się zimno i gorąco… zimno i gorąco… Więc, gdy leżysz pod kocykiem, to się pocisz, ale jak się odkrywasz, to masz dreszcze z zimna. Okropne! Papa? Papcio tyle nie narzeka (w sumie wcale nie narzeka), więc pewnie czuje się kijowo, ale dusi w sobie złe emocje.

CZWARTEK-PIĄTEK-SOBOTA: dzieci zdrowe. W czwartek przyszedł wynik PCR, faktycznie pozytywny. Rodzice chorzy. W ciągu tych trzech dni czułam się tak samo, już bez gorączki, za to z bólem głowy. Nadmierna potliwość, do tego stopnia, że koszulka robiła się cała mokra. Zawalone zatoki i duszący kaszel. Przez trzy dni żadnej poprawy. Stan samopoczucia: constans. Papa nadal nie narzeka. To jest dziwne, bo przy zwykłym przeziębieniu, ciągle słyszysz jak mamrocze, że jego czas się zbliża i czas umierać. A tutaj trzyma fason. O co chodzi?

NIEDZIELA: Dzieci zdrowe (to chyba nikogo nie zdziwiło). Pojechaliśmy zrobić pierworodnemu test – wynik wyszedł negatywny. Nikogo to nie zaskoczyło. Oficjalnie kwarantanna zakończona i mamy ozdrowieńca. Może w końcu jutro iść do szkoły. Mama czuje się lepiej, z nosa nie leci, tylko kaszel trochę doskwiera. Papa, jakby zdrowy.

Podsumowanie: Pierworodny syn, lat 7, niezaszczepiony, winny sprowadzenia wirusa do domu. Ogólny stan zdrowia: wzorowy. Covid przeszedł bezobjawowo, bez spadku energii czy zjazdu z samopoczucia. Drugorodny syn, 6 lat, niezaszczepiony. Ogólny stan zdrowia: raczej nie choruje, ale wygląda mizernie, bo jest mały i chudy. Gorączka trwała jakieś 36 godzin, ale po tym czasie wszystko nagle wróciło do normy. Po okresie podwyższonej temperatury, energia powróciła do stanu sprzed choroby. Papa, lat jeszcze 37 (ale za 2 miesiące 38), zaszczepiony, ogólny stan przejścia choroby: ciężko, ale daje radę. Poziom narzekania niewielki. Stan samopoczucia: wyraźny spadek. Czas trwania: zjazd zdrowotny od wtorku do niedzieli, z wyraźną poprawą na końcu tygodnia. Mama: lat 33, zaszczepiona, ogólny stan choroby: okropny (w mojej subiektywnej ocenie). Spadek wszystkich funkcji życiowych, ból głowy, mięśni, włosów… samopoczucie bliskie agonii, a nawet chęć rychłej śmierci. Siły witalne na poziomie trupa, który leży na stole i czeka aż go przygotują do pogrzebu. Starałam się nawet ograniczać wstawanie na siku do absolutnie niezbędnego minimum. Znaczna poprawa w niedziele: pierwszy dzień z suchą koszulką.

Alleluja! Żyjemy!

Chory, chibi krank, chibi erkältet, chibi sick,

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s