Ciastka i forma na lato

Krzątałam się wczoraj po kuchni, bo, jak co tydzień przyszedł czas, na zrobienie ciastek owsianych. Nie, żebym była taka dobra żona czy mama (broń boże nie chciałam, abyście tak pomyśleli), ale ciężko znaleźć jakieś sklepowe, dobre ciastka owsiane i na dodatek z jakimś przyzwoitym składem. Taka dygresja: kilka lat temu, po pracy zaszłam do jednej ze znanych piekarni w moim rodzinnym mieście. Byłam bardzo głodna, bo jak to w przypadku pracującej matki, zapomniałam wziąć ze sobą żarcia, albo wzięłam go stanowczo za mało. Aby nie paść plackiem na chodniku, chciałam szybko COŚ wszamać. I widzę, leżą sobie za szklaną ladą takie ciastka owsiane, sprzedawane na wagę. Nie pamiętam dokładnie ceny, ale wydawały mi się strasznie drogie, ale ja jestem skąpa (jak już pewnie wiecie) i dosłownie wszystko wydaje mi się być drogie. Ale może te ciacha mają jakieś orzeszki w składzie, wiadomo, że teraz ceny orzeszków zwalają z nóg. Kupiłam sobie dwa i nagle przypomniały mi się te wszystkie odcinki „wiem, co jem” z Kasią Bosadzką. Korzystając z okazji, że sklep był pusty, pytam pani, czy mogłaby mi podać skład tych ciastek. Pani była trochę zdziwiona, ale wyciągnęła spod lady skoroszyt z zadrukowanymi kartkami i znalazłam na którejś stronie skład… A tam takie kwiatuszki: mąka zwykła (to akurat nie był kwiatuszek, tylko pień), syrop glukozowo-fruktozowy, olej palmowy… sporo konserwantów, polepszaczy smaków i wiele trudnych do przeczytania wyrazów. Gdzieś tam nawet były płatki owsiane, może w drugiej linijce… Zamurowało mnie! Skoro ciastka w piekarni, mają taki skład, jak te paczkowanie, robione przez maszynę, to jaki skład może mieć tutejszy chleb? Może faktycznie lepiej kupować chleb z Lidla, kij, że produkt głęboko mrożony, ale chociaż tani! I co, jakby się okazało, że skład chlrba z dyskontu lepszy, niż ten z piekarni? Piekarni z tradycjami, ponad 100 lat na rynku!!! Gdy odzyskałam świadomość, uśmiechnęłam się w podziękowaniu za kłopot i pożegnałam szybkim „Dziękuję. Do widzenia”. I oczywiście, zeżarłam te ciastka, bo nie lubię marnować jedzenia i pieniędzy, ale przede wszystkim dlatego, że byłam strasznie głodna! A paść na drodze też nie chciałam, bo jakby mnie, nie daj bóg, do szpitala zawieźli, to już w ogóle bym nic nie zjadła. Śmierć głodowa!

Ale od tamtej pory, ciastka robię sama. Chcę z czekoladką, to robię z czekoladką, chcę orzeszki, dodaję orzeszki. Chcę cukier, to daję cukier, a jak nie chcę dawać zwykłego cukru, to wymieniam go na jakieś zamienniki. Chociaż, przyznam z czystym sumieniem, że takie zupełnie „zdrowe” ciacha, mi nie smakują. Niby wystarczy banan i płatki owsiane, zmielisz, wybełtasz i upieczesz i masz gotową zdrową przekąskę. Co z tego, że zdrowa, jak okropnie niedobra! Jedzenie musi sprawiać przyjemność. Dlatego wolę zjeść mały kawałek tortu z kremem z mascarpone i bitej śmietany, niż jakiś zdrowy beznamiętny zamiennik. Poza tym, zrób takie zdrowe cudo, aby to w ogóle było dobre! Mission imposible! Na wielu blogach pięknie wyglądają te fit ciasta, ale czy one są naprawde dobre? Podchodziłam kilka razy do takiego zachwalanego przez fit maniaków jagielnika. Czyli taka niby karpatka, ale z kaszy jaglanej. Ile takich nieudanych eksperymentów wylądowało w koszu? Z wielkim bólem w sercu musiałam efekt końcowy wyrzucić, bo nie udało mi się oszukać samej siebie, że to jednak jest dobre. Nie, nie było dobre! I tanie też nie, bo olej kokosowy, erytrytol czy inne mąki migdałowe tanie nie są!

Wracając do mojego krzątania się po kuchni. Za oknem już ciemniało, a roleta była spuszczona do połowy. Widzę swoje odbicie w szybie i… co ja patrzę? Wyrypało mi samarę, jakbym w kolejnej ciąży była! To znak, że już niedługo dostanę okres. Jakbym się zważyła, pewnie byłoby z 1-2 kilogramy więcej. Dziwny jest nasz kobiecy organizm. Ktoś, kto nas „zaprojektował” musiał być nieźle naszurany. Poklepałam się po wydętym brzuchu i pomyślałam, że czas porzucić wygodne siedzenie na kanapie. Pora wrócić do aktywności fizycznej! Zrobić formę na lato! A najlepiej na lata, ale w perspektywie długoterminowej trudno mi precyzyjnie określić cel. Dlatego trzymamy się wersji skróconej „formy na lato”, a potem to się zobaczy.

Myślałam już szybciej o powrocie do ćwiczeń. W niedzielę miałam nawet taką myśl „może zrobię DZIŚ jakiś trening”. I lecę z tym pomysłem do starego i mówię „może byśmy od dziś zaczęli ćwiczyć?”. A ten popatrzył na mnie, jak na chorą psychicznie i wypalił „Kto normalny zaczyna ćwiczyć w niedzielę? W poniedziałek zaczniemy!” Ale dziś jest już wtorek i jak się pewnie domyślacie, wcale nie ćwiczyłam. A wystarczy tylko ruszyć pupkę z kanapy i odłożyć CandyCrush na 30 minut. Tak, 30 minut by mi na początek wystarczyło. Przecież nie zrobię pierwszego dnia jakiegoś długiego i morderczego treningu, by przypadkiem nie zejść z tego świata na zawał!

Dlatego nadszedł czas, aby zadać sobie bardzo ważne pytanie: „czy odpowiada mi bycie leniwą BUŁĄ?”. Jak o tym teraz myślę, to raczej nie mam nic przeciwko. Powiem nawet więcej, moglibyśmy być rodziną leniwych BUŁ. Takich jak te buchty, które się na parze robi… I polane sosikiem truskawkowym… nie, nie! czekoladowym! Buchta to brzmi tak… okrągło, prawda? Albo modne jest teraz pączkowanie – to odnośnie zbliżającego się tłustego czwartku. Ale z drugiej strony, jak myślę sobie o tym, że się jednak trochę (tylko troszeczkę) starzeję, to wolałabym być pięćdziesiątką w stylu J.LO, a nie w stylu cioci Zdzisi. Chcieć, to sobie można… pytanie, kto by za to zapłacił? I zdrowie ma się tylko jedno…

Chibi FAT, mama zjadła za dużo ciastek

A tymczasem zjem ciasteczko do herbatki.

16 comments

    • Czy ja wiem czy się je więcej. Jak się robi regularnie, to już nie ma takiego „o! Ciastka!” bo w sumie zawsze są w słoiku. Ja czasem zjem jedno, a czasami wcale. Najczęściej to Pan mąż pałaszuje, bo to kawki bez „czegoś słodkiego” nie wypije.

      Polubienie

  1. byłam przekonana, że to tylko ja taka wybredna jestem, że te takie dietetyczne, fit, super hiper zdrowe przekąski mi nie smakują… Szczerze mówiąc ciastek owsianych też nie lubię. (To już wolę marchewkę). Ani owsianki.

    Polubienie

    • Owsiankę lubię pod warunkiem, że jest odpicowana. Czyli posiekane orzeszki, pokrojony banan, jakieś maliny i wszystko „zalane” syropem z agawy ;D tylko komu się chce tak robić?

      Polubienie

  2. W czasie ostatnich świat ktoś podjął się trudnego zadania i próbował zdefiniować słowo cud.
    Wyszło na to, że to skrót.
    CUD oznaczał pilne żądanie: Czas Ruszyć Dupę.
    Podobno ponad 1/3 Polaków przytyła w czasie pandemii i to sporo

    Polubienie

  3. Ja o powrocie do ćwiczeń myślę od dawna, bo te zimy i brak ruchu sprawiają że moja forma, najdelikatniej mówiąc, jest daleka od olimpijskiej, ale brak mi motywacji by cokolwiek robić w tym kierunku i niestety na myśleniu się kończy.

    Polubienie

  4. A ja muszę sobie bić brawo, bo zrobiłam pączki, alenie smażone, tylko pieczone w piekarnku. Poświęciłam się, chociaż powiem Ci, że takie pączki smakują jak buła, więc zjadłam tylko pół 🙂
    Serdeczności zasyłam

    Polubienie

  5. Spróbuj monte z kaszy jaglanej. U nas to te 2x w miesiącu jest zjadane. Robię podwójną porcję i część idzie od razu, a część rozlewam do słoiczków i to skład do śniadaniówek na kolejny dzień. Tylko kaszę warto znaleźć dobrą. Ja kupuję na rynku i sklepową od niej dzielą lata świetlne.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s