Ostatni tydzień lutego

Tak naprawdę, ostatnie dni to istny koszmar! Póki co, najgorszy tydzień w roku, mimo, że czas z covidem ustawił wysoko poprzeczkę. Mamy dopiero luty, boję się pomyśleć, co jeszcze może się wydarzyć.

Nie będę się tutaj rozpisywać na temat chorego psychicznie człowieka, który nie ma co robić z kasą i wolnym czasem. Człowieka, który po prostu któregoś dnia obudził się, wstał i stwierdził, że „te ziemie to w sumie kiedyś były Rosji” i postanowił je sobie zagarnąć. Ot tak, po prostu. No kur.wa zaje.bisty pomysł! Szkoda, że Kaczor nie wstał któregoś razu i nie pomyślał, ubierając wyprasowane skarpetki, czegoś w stylu „trzeba odzyskać polskie ziemie, które były nasze przed rozbiorami…” I cyk, zbieramy wojsko i sobie zabieramy, co kiedyś było nasze. Genialny plan! Czego nie rozumiecie? (W tym akapicie użyto sarkazmu)

W tłusty czwartek doświadczyłam zatrucia pokarmowego. Drugi raz w moim długim życiu. Pierwszy miał miejsce pod koniec 2008 roku. Pamiętam ten koszmarny dzień, jakby był wczoraj. Matka przyniosła na chatę krewetki. Próbowałam ich wtedy pierwszy raz w życiu… I ostatni. Pamiętam, że jak je jadłam, to bardzo mi smakowały. „To jest takie dobre, HOM, HOM”. A w nocy się zaczęło. Nie życzę tego nikomu! Odbywałam wtedy staż zawodowy w komendzie policji – takie tam „kieszonkowe” z urzędu pracy dla naiwniaków, którzy myślą, że po stażu dostaną ciepłą posadkę w budżetówce… I że będą tam pracować do końca życia, i że te pieniądze „wystarczą” na normalne życie, przynajmniej na średnim poziomie. Ha, ha. Pośmiałam się. Wracając do tematu, miałam wtedy (że w 2008) zatrucie pokarmowe, a moja opiekunka (czyli jedyna pracownica cywilna na dziale) przebywała na dawno temu zaplanowanym urlopie. I kierownik mówi do mnie „Jasne, możemy cie zwolnić do domu, ale będziemy musieli cofnąć X z urlopu”. Wiadomo, że policjanci nie potrafią SAMI wysłać faksu, ani skserować dokumentów i oni po prostu bez pomocy pani z sekretariatu nie mogą pracować! Straszne! No i ja, jako początkujący człowiek na rynku pracy i dobra koleżanka, męczyłam się, odliczając sekundy, minuty, tygodnie… do końca dnia. Znacie to uczucie na pewno. Zamykacie oczy na 30 minut, otwieracie i okazuje się, że minęło 30 sekund… koszmar!

Tym razem było tak samo, nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Zjadłam normalną kolację. Zrobiliśmy pastę jajeczną. Dużo pasty! Miała być też na drugi dzień, ale chłopaki zjedli wszystko od razu. Leżałam już w łóżku i oglądałam nowe stand upy, gdy nagle zaczęło mi bobrować w brzuchu. Myślę, jak pójdę spać, to pewnie zaraz mi przejdzie. No i nie przeszło. Noc miałam z bani. Mogłabym w sumie spać na kiblu ze spuszczonymi gaciami i miską na kolanach. Zaoszczędziłabym ciągłych pielgrzymek do toalety. Najgorzej było koło godziny 4:00 rano. Obudził mnie ostry ból brzucha. I taka myśl, swoją drogą strasznie głupia, przyszła mi do głowy: „może ja po prostu głodna jestem? Skoro wszystko już zwymiotowałam i nie mam nic w żołądku, to na pewno od tego mnie tak bardzo boli! Muszę coś zjeść!” Ruszyłam tyłek i idę zgięta w pół do kuchni, biorę banana i wracam do łóżka. Obrałam sobie, ugryzłam… I chyba usłyszałam nawet jak mi wpada do pustego brzucha. Niestety, okazało się, że to nie był dobry pomysł (a prawdę mówiąc był to mega zły pomysł), bo dostałam takiego ostrego bólu, jakby ten banan wybuchł mi w żołądku jak petarda. Zaoszczędzę Wam słuchania o mojej „symfonii dźwięków znad toalety” ale możliwe, że więcej osób w bloku niż mój mąż, ją słyszało. Rano to sobie najpierw zgooglowałam, co mogę wrzucić do brzuszka. Dobrze, że doktór Google czuwa.

Cały następny dzień przeleżałam w łóżku, a dzieciom (Karnawał! hura! Szkoły nie ma!) powiedziałam „mama jest chora, przetrwajcie tylko do przyjazdu taty! Zgłaszajcie mamie tylko przypadki zagrażające życiu!” Nie muszę chyba wspominać, że jak Pan mąż wrócił z roboty na chatę, pomyślał, że pomylił mieszkania. Salon przypominał mieszkanie po wizycie złodziei, wszystko rozje… rozwalone, brakowało tylko kupy na środku.

– Widziałaś salon? – pyta przerażony.

– Boję się nawet tam iść. Ale teraz chociaż widzisz, jak wygląda mieszkanie, kiedy dzieci robią, co chcą, a mama cały dzień leży w łóżku i NIC NIE ROBI. – TADA! Szach mat, kurtyna!

A na koniec tej przyjemnej tygodniowej historii: ROBAKI! Okropne, przebrzydłe skurczybyki, które wpierdzielają moje piękne kwiaty. Wciornastki! Prawdziwa inwazja. Zaatakowały dwie monstery i cztery filodendrony. Na nieszczęście, mój „psikacz” na szkodniki, który miałam w domu, był na wyczerpaniu. Nie przygotowałam się na taki zmasowany atak. Mówię do starego: „Jedziemy do Selbacha, tylko on jest otwarty w niedzielę!” I niby fajnie, jedziemy, mamy misję, musimy to ogarnąć, trzymamy się ustalonego planu! Po drodze straciliśmy 50 centów, które zablokowało się w wózku, ale dzielnie stawialiśmy czoła wyzwaniu. To są straty, które musieliśmy ponieść i byliśmy na nie przygotowani. Ale, ale! „Szprej” na robale – musimy ruszyć dalej! Obchodzimy ten ogromny sklep, już widzimy preparaty na porost i nawozy … już jesteśmy blisko… kawałek dalej za czerwoną taśmą w gablocie… preparaty na robale zamknięte na klucz i informacja, że niestety te produkty nie są sprzedawane w niedzielę… nie są sprzedawane w niedzielę… w niedzielę robale nie atakują, nie! One czekają do poniedziałku. Zastanawiałam się przez chwilę, czy nie zaryzykować aresztowania i nie wybić szyby. Mąż powiedział, że mam się leczyć i umówić kolejną wizytę u lekarza od czubków. I że spadamy stąd. Także tego… Zamówiłam środek na Amazonie, ma być jutro do 13:00.

Chibi girl sad

Moje postanowienie o robieniu formy szlag trafił. Jest niedziela, a ja ani razu nie ćwiczyłam. Pewnie nikogo to nie dziwi. Od czwartku mam wymówkę, i myślę, że Pan od WFu takim usprawiedliwieniem by nie pogardził. Zamówiłam trampolinę. Taką domową, fitness. Ciekawe, czy będzie dekoracją mieszkania, czy używanym sprzętem. Dzieci się bardzo cieszą. Może w końcu przestaną skakać po kanapie i naszym łóżku… może…

15 comments

  1. Naprawdę szczerze Ci współczuje, bo wiem jaka to męczarnia. Niby staram się uważać na to co jem, bo na niektóre rzeczy moj organizm kiepsko reaguje, ale tego typu „przyjemności” ciężko uniknąć… Cóż, przed nami marzec, miejmy nadzieję że jednak będzie lepszy, bo z tego lutego ciężko coś pozytywnego wyciągnąć 😦

    Polubione przez 1 osoba

  2. Na jakiś składnik żołądek zareagował albo na bakterię, która była na skorupce jajka. A po takiej infekcji należy trzymać dietę i nic surowego nie jeść… Na szczęście, wszystko w porządku.
    Na szkodniki jest prosty sposób: przemyć liście wodą z mydłem.
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

  3. W Szwecji, najczęściej w lutym ale też i w miesiącach letnich, zwłąszcza upalnych ludzi dopada coś co się nazywa magsjuka czyli choroba żołądkowa. Wymioty, ostra biegunka taka z gatunku nie do zatrzymania, gorączka i silny ból brzucha. Zaraźliwe to jest jak nie wiem co. Raz, jak moja córka i wnuczka były chore, zawiozłam im jedzenie. Weszłam do ich mieszkania, postawiłam wszystko i wyszłam. Nawet ich nie widziałam, bo przezornie nawet nie wyszły z pokoju, który był na końcu sporego korytarza. 12godzin później umierałam tak jak ty.
    Więc może to był taki wirus.
    U mnie na każdą chorobę do jedzenie jest kisiel. Jest ciepły, co dobrze robi na obolały żołądek, zawiera cukier, więc daje energię i raczej nie drażni skopanego żołądka.

    O stanie mieszkania jest taki dowcip.
    Mąż wraca do domu po pracy. Patrzy a tu drzwi uchylone, w kuchni woda się leje, lodówka otwarta, w salonie sajgon, wszystko powywalane, idzie po schodach a tam jeszcze gorzej. Ogólnie w całym domu tak jakby chałupę splądrowali złodzieje. A rodziny ani śladu. Przerażony, że coś stało, facet wpada do sypialni, a tam w łóżku leży żona i czyta książkę. Facet pyta przerażony „Co się stało? Co tu się dzieje?” A żona odkłada książkę i mówi spokojnie: Kochanie pamiętasz jak każdego dnia, gdy wracasz z pracy pytasz mnie co ja do cholery robiłam przez cały dzień? No, to dzisiaj właśnie nic nie robiłam”

    Polubienie

    • Ale właśnie dziwne jest to, że tylko ja cierpiałam… Moje chłopaki to chyba mają jakieś żelazne organizmy, nie wiem:/ niesprawiedliwość świata 😅

      Polubienie

  4. Może nie było to zatrucie, a” jelitówka”? W każdym razie bardzo współczuję sensacji. Może pomyśl pozytywnie. Dwa przypadki na całe życie to nie tak dużo, a i zapewne „przy okazji” straciłaś trochę na wadze 😉 Serdecznie pozdrawiam

    Polubienie

    • Tak, akurat w ten dzień się rano ważyłam, mialam 53.8 a po „sensacyjnej nocy” 51.3kg. Ale na szczęście wszystko już w normie 🙂 przynajmniej u mnie

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s