Normalne zakupy

W związku z ostatnimi wydarzeniami, które mają miejsce na świecie, stwierdziłam, że nie będę się w najbliższym czasie przeprowadzać. Na tę informację mąż odetchnął z ulgą, chociaż nie wiem dlaczego, skoro ciągle powtarza, że kocha nasze przeprowadzki. Żeby nie było mu tak smutno, postanowiłam przearanżować większość pomieszczeń, by chłopak mi za bardzo nie zmarkotniał. Czego się nie robi, aby uszczęśliwić męża?

Plan zmian zaczyna się od łazienek. Chciałam wymienić szafki pod umywalkami na jakieś takie schludniejsze (które nie zdążyły napuchnąć od ciągłej powodzi w łazience) i kupić dodatkowo szafkę wiszącą z lustrem. Teraz mam samo lustro i w cholerę kosmetyków, porozkładanych dosłownie WSZĘDZIE! Poukładane ciasno i chaotycznie! One mi się ciągle przewracają, spadają jedno na drugie, albo po prostu lądują na podłodze z hukiem, kiedy „przypadkiem” potrącę coś, sięgając akurat coś innego. Straciłam już tak m.in. dwa kremy pod oczy w szklanych słoiczkach (została po nich tylko lepka plama na fugach… wycierana ze łzami w oczach). Jak mozecie się domyślać, nie nauczyłam się niczego na własnych błędach… nie wyciągnęłam odpowiednich wniosków i… jak zawsze historia lubi się powtarzać. Drugi rozbryzg boli bardziej niż pierwszy, bo podświadomie wiesz, że mogłaś temu zapobiec, masz przecież doświadczenie. Ale trzeci boli dwa razy więcej, niż dwa poprzednie razem wzięte. Czasem spadają też przedmioty „nietłukące się”, jak choćby pudełko z patyczkami do uszu… Najczęsciej to nie moja zasługa, tylko zapewne jakiejś małej, niezdarnej (po mamusi) rączki, ale winnego zawsze brak. Tylko zbieranie tego z podłogi jest do bani, bo każdy wie, że te patyczki już nigdy nie będą leżały równo. To już są porozwalane bierki, które nabrały dwa razy większej objętości i za cholerę nie zmieszczą się do tego samego pudełka.

Znalazłam dość przyzwoite i niedrogie szafki, w sklepie meblowym oddalonym od nas o jakieś… 25km. Zwracam się z pytaniem do eksperta, którym oczywiście jest mój mąż (specjalista ds. remontów i transportu):

– Odbierzemy osobiście, czy bierzemy z przesyłką?

– A ile kosztuje przesyłka? – pyta.

– 6.50

– Odbierzemy.

– A ile zapłacimy za paliwo, jadąc do sklepu twoim autem? – wiadomo, że facet to musi mieć krowę, nie samochód, ale dzięki temu każde zakupy się zmieszczą.

– Nie wiem, z 9? Skoro Diesel już tyle kosztuje.

– No, ale to się nam nie opłaca! – Tak, dobrze słyszycie, skąpię 2,50.

– Ale odbierzemy dziś i to wtedy, kiedy sami będziemy chcieli. Nie będziemy musieli czekać na kuriera, który pewnie i tak ci tego nie wniesie na górę.

Siła argumentów. To nic, że on tych szafek nie złoży, ani dziś, ani jutro… może przy dużej presji otoczenia i pod naciskiem z zewnątrz, zacznie stawiać mniejszy opór, albo w końcu pęknie i dla świętego spokoju zrobi to, co mu każę… eee… sorry! To, o co go proszę!

Więc pojechaliśmy. Wzięliśmy młodszego smarka, starszy nie chciał o tym słyszeć i wolał zostać w domu. Tak sobie teraz myślę, że spaliliśmy więcej paliwa niż zakładaliśmy, bo stary na autostradzie zachowuje się jak debil „Nikt nie będzie mnie wyprzedzał!” A młody zachwycony. „Tak! Juhu! Tata, szybciej!” No zabije nas zanim zdążę odrestaurować mieszkanie.

Wracając już z meblowego (a właściwie nawet nie byłam na sklepie pooglądać co tam mają ciekawego w środku, tylko czekałam w aucie, aż stary załaduje paczki do bagażnika) pytam, czy zajedziemy do jakiegoś sklepu na zakupy. Chciałam kupić zapas ogórków i kapusty kiszonej, a te można dostać tylko w polskim sklepie, albo na „światowych regałach” w realu. Niemiecka Sauerkraut jakoś dziwnie smakuje, dodają do niej wina, czy octu. To nie to samo! Polskie sklepy już pozamykane, no to padła decyzja, że pojedziemy do reala.

– Kupujemy tylko warzywa na zupę i kiszonki! NIC WIĘCEJ!!! Nie rozchodzić się i nie dotykać nic innego! Nie zamierzam zostawić tu fortuny! – drę się do swoich towarzyszy. Wiadomo, że w takim sklepie jest wszystko pod ręką i łatwo popłynąć na zakupowej fali. Niestety, półki z różnych krajów są na samym końcu, więc i tak przechodzisz przez wszystkie regały, które cały czas krzyczą „Patrz, jaka promocja! Kup nas!”. Dotarliśmy do warzyw, bez oglądania się na boki, ale już, idąc do półek z różnych części świata, zaczęły działać bodźce z zewnątrz.

– O, zobacz, chorizo… I ma dobry skład, wezmę, albo wezmę dwa, bo pewnie długo tu nie przyjedziemy. A to? Co to za kiełbasa? O też fajna! Wezmę, może leczo zrobię. A to? Chińska półka… ta zupka nie ma dobrego składu, ale wali mnie to, i biorę… – Także, jak widać, puściły mi hamulce. Nie wiem jak to jest możliwe. – O jaki piękny koszyczek wielkanocny! Co? 8€? A nie, dobra, kupię w Action… – głos rozsądku. Jeszcze jest dla mnie nadzieja.

Doszliśmy do polskiej półki.

– O nie! Nie ma kapusty! – od razu zauważyłam braki w asortymencie.

– To nie będzie zupki kapuśniakowej? – pyta dziecko ze łzami w oczach, bo za kapuśniak gotów oddać swoje wszystkie zabawki (ale po zjedzeniu i tak będzie się domagać ich zwrotu).

– Ty, patrz! Nie ma już rosyjskiej półki! – drze się stary na pół sklepu – ale jaja!

– Co ty gadasz? – idę do niego, sprawdzić czy aby na pewno, bo wiadomo, że ufać mu nie można.

– Faktycznie… Dobrze że kupiliśmy kaszę gryczaną i jaglana, jak byliśmy ostatnim razem – stwierdziłam, bo teraz, jak skończą mi się zapasy, będę musiała albo drałować do polskiego sklepu… albo (znając mnie) zamówić od razu 5 kilogramów na Amazonie. A co mi tam, Amazon rządzi! Kupiłam ostatnio 4.5kg erytrytolu i stary się śmiał, że cukier z wiadra musi przesypywać, tak teraz, siata kaszy już nikogo nie zdziwi. Ciekawe czy rosyjskie sklepy też już się zamknęły. W Googlach sprawdziłam, typowo rosyjki sklep, mamy w mieście tylko jeden, reszta to „międzynarodowe specjały”.

Idąc prosto do kasy (Patrzcie tylko przed siebie, już nie rozglądamy się na boki! Ruchy! Ruchy! Mamy więcej niż planowaliśmy!), młody zauważył półkę z LEGO.

– Mama, mogę sobie coś kupić?

Spojrzałam na niego, spojrzałam na męża.

– Na mnie nie patrz! – powiedział szybko.

Wywróciłam oczami.

– Dobra. Ale tylko NA CHWILĘ! „Kapisz”?

I ucieszony smark, w podskokach zboczył z ustalonego kursu w alejkę z klockami. Wszystkie LEGO, jakie dostałam (chłopcy dostali) od siostrzeńca zostały już ułożone… potem rozwalone… następnie ponownie na szybko poskładane, ale już bez niektórych elementów. Te elementy leżą wszędzie. W kuchni, w salonie, w łazience – a w ich pokoju to trzeba w crocsach wchodzić, albo w kaloszach, aby nie doznać urazów stóp. Młody oglądał przeróżne samoloty, samochody, łodzie… tylko nie lego friends, bo to ma różowy karton, to jest tylko dla dziewczyn!

– Mama, jak chcesz, to ty możesz sobie kupić, no bo przecież jesteś dziewczyną.

Słuszna uwaga. Bardzo spostrzegawcza.

– Mama, patrz, LEGO Luigi! Widziałem to na Toggo! Mogę to kupić?! MOGĘ????

Patrzę na cenę – szok! 55€ za figurkę Luigi i trochę klocków. To samoloty i samochody były po 30! Zdzierstwo w biały dzień!

– To kosztuje bardzo dużo pieniążków! Aż 55€! Ale masz tyle w skarbonce. Jak tylko chcesz, możesz sobie kupić, ale wtedy dłużej będziesz zbierał na tableta.

Trzyma ten karton w ręku i myśli. Intensywnie. Zapewne analizuje dane. Młody, przez ponad rok, nie kupował sobie prezentów, ponieważ zbierał na nowy tablet. Zresztą, zabawek mieli (mają) w opór po moim siostrzeńcu, zatem nie było potrzeby posiadania „jeszcze większej sterty złomu, zagracającego mieszkania”. Stary tablet, który dostał od mamusi i tatusia nadawał się już tylko na śmietnik. Drugorodny popsuł swój pierwszy. Starszy trochę później. Stwierdziliśmy z mężem, że nowych nie dostaną, no chyba, że sami sobie uzbierają.  Zabroniłam też (przy okazji) mojej matce, rzucać im na święta czy urodziny, więcej hajsu niż 20€. Także proces zbierania trwa. Niech wiedzą ile trzeba odpuścić, aby takie cacko mieć. Bo już wiedzą, jak szybko można je popsuć, gdy się o rzeczy nie dba. A zbierać trzeba długo.

– Ja nie muszę mieć tak szybko tableta! Mogę kupić LEGO Luigi?

– Jesteś tego pewien?! Chcesz wydać 55€ na te klocki? Ze swojej osobistej skarbonki?

– Tak!

– Na pewno?

– Tak!!! I mama nie mów już!

Bezczelne dziecko, a ma dopiero 6 lat.

Gdy tylko wrocił do domu, bez ściągania butów i kurtki pobiegł do salonu (tam, na półce stoją ich skarbonki), wyciągnął 55€ i oddał je tacie. Dziwne… Zimą zrezygnował z zakupu McQueena z tym jego wozem ciężarowym, chociaż kosztował tylko (albo aż) 20€, mówiąc, że kupi sobie go dopiero, jak już będzie miał tablet. Nie spodziewałam się gotowości na taki duży zakup. Jednak nie znam tak dobrze swoich dzieci!

I kończąc już ten przydługawy wywód, byłam przekonana, że starszy popatrzy tylko na to „niewarte swojej ceny badziewie” i powie coś w stylu, że on tego nie chce, bo on zbiera na tableta. Ale na chacie rozpętała się prawdziwa rozpierducha. Że dlaczego my do sklepu pojechaliśmy, dlaczego on to sobie kupił? I że to nasza wina, że młody to chciał. Że w ogóle to zobaczył. A dlaczego nie zadzwoniliśmy?! Bo on też takie chce!… Pierworodny wpadł w szał. Na pewno cały blok słyszał jego niezadowolenie (a może nawet pół osiedla). Stary popatrzył tylko na mnie, swoim wzrokiem w stylu „a nie mówiłem, że tak będzie” i poszedł sobie nalać beileys’a, aby choć trochę cieplutko mu się zrobiło na serduszku… Ja, na serio, nie znam swoich dzieci. Cóż. Jakoś muszę z tym żyć.

Chibi girl shopping

PS. Na Amazonie te same klocki są za 38€. Czy już mówiłam „niech żyje Amazon”??

16 comments

    • Tęsknię za nudnym życiem. Ale koleżanki mnie uspokajają, że nastolatki to już nawet „część” nie mówią rodzicom i siedzą głównie u siebie albo fruwają ze znajomamymi… tak było przynajmniej przed pandemią.

      Polubione przez 1 osoba

  1. cholercia…też potrzebuję nowego tableta. I telefonu. Ten pierwszy ma jakieś 8 lat. Ten drugi niewiele mniej. Ale nie mam skarbonki. Ani babci, która by przy każdej okazji rzuciła groszem. Dorośli mają przewalone.

    Polubione przez 1 osoba

    • Mój obecny telefon (o dziwo) jest popękany z tyłu – wyswietlacz cały! Uff. Powiedziałam, że kupie nowy jak ten się rozwali całkowicie 🤣 Tableta akurat nigdy nie miałam, dopiero kilka mcy temu mąż mi kupił (nam?). Lepiej mi się te bazgroły na tablecie maluje paluchem niż na telefonie 🤣

      Polubienie

    • Tanio i szybko. Oni nawet w niedziele robią, chyba całą dobę… kiedyś złożyłam zamówienie w niedzielę po 23, a na następny dzień do 13 już miałam paczkę. Nie zawsze tak jest, ale wtedy byłam w wielkim szoku. Dla zwykłego konsumenta to same plusy.

      Polubienie

  2. Zamówiłam ołówek na Amazonie dwa lata temu i do tej pory jedzie 🙂
    Dzieci potrafią zaskakiwać, ale to tylko świadczy o ich inteligencji. Przewidywalne reakcje nie mają wysokiego IQ. Tylo się cieszyć!
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

  3. Supermarkety to pułapka dla wszystkich . No chyba, że ja idę z musu. A przeważnie idę z musu, bo V. kocha zakupy. To tylko czasem podpowiem okazję. Nienawidzę dużych sklepów. Ale co zrobić małe giną i dodatkowo są droższe. A scenki rodzinne odpisujesz cudownie. Serdeczności.

    Polubienie

  4. Nie da się, normalnie nie da – wejść do marketu i wyjść tylko z rzeczami z listy. A zwłaszcza z dzieckiem;) Próbowałam nie raz. Co do klocków to za tą kasę powinny mieć złote dodatki. Nieodmiennie szykują mnie ceny Lego!

    Polubienie

  5. Jak dobrze, że nie muszę robić spożywczych zakupów, a jeśli już to zaglądam do ulubionego sklepu ze zdrową żywnością. Unikam molochów.
    Dzieci szybko zmieniają zdanie w kwestii ciułania pieniędzy 😉

    Polubienie

  6. A ja tu widzę wzmiankę o Action-szynie 🙂 My docieramy tam raz w miesiącu i stamtąd TEŻ zawsze przywozi się górę rzeczy, które potem w domu ze zdumieniem się odkrywa 😉 oooo, takie też sobie kupiłam?? MOŻE się przyda 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s