Gdzie jest moja miara?

Szafki łazienkowe stoją w przedpokoju. Nieruchomo, w tym samym miejscu, w którym stary postawił je 216 godzin temu. Tak, dobrze się domyślacie, kupiłam je, aby stały w kartonie i na dodatek w przejściu do naszej sypialni. Uwielbiam utrudniać sobie życie, zatem, czemu nie podstawić ich koło drzwi wejsciowych? Dodam, że w międzyczasie zrobiłam „małe” przemeblowanie w salonie, w przedpokoju i w pieczarze chłopców, w efekcie czego, zostałam zmuszona do zakupu jeszcze jednej komody, wąskiego regału z dużą ilością półek (na te cholerne LEGO) i kilku małych stolików kawowych, które miały mi posłużyć za stojaczki dla moich dużych kwiatów. Kupiłam dwa stoliczki jakieś prostokątne (okazały się dziwnie ciężkie i chyba z jakimś szkłem, o czym informował napis na kartonie – tak to jest, jak się kupuje na pałę, patrzysz na zdjęcie, na cenę i kupujesz) i dwa takie proste, najzwyklejsze, okrągły blat i trzy przykręcane nogi. Stary się obawia, że magazynierzy z meblowego, zaczną go kojarzyć, tak często coś odbiera. No bez przesady! Raptem dwa razy pojechał… albo trzy. Te dwa lekkie stoliki wzięłam z bagażnika pod pachę i zaniosłam do domu. Skręciłam je sama – zero filozofii, nogi sie po prostu wkręca. Reszta mebli została w aucie. Mocy urzędowej nabierają, już nie w przedpokoju, a w samochodzie. „Nie będę teraz tego targał do domu!” – rzekł Pan mąż. A jak nie, to nie! Sama tego nie zatargam z parkingu na chatę, nawet jakbym bardzo chciała. Więc stary jeździ sobie w towarzystwie mebli do pracy. Można? No, można. Jedni zabierają psa, albo dziewczynę (żony raczej nikt nie zabiera), a mój stary, komodę.

Latałam pół dnia z miarką w łapie, aby jeszcze przed skręceniem mebli (nie wiadomo kiedy ten dzień nadejdzie) mieć jakiś plan. „To” postawię tu, a „to” może zamienię z „tym”, a „to”, musi stać tu, bo tu akurat jest kontakt… acha… Dobra, a tuu będzie stało „to.” Biegając tak w tę i w tamtą, oczywiste było, że położę w końcu gdzieś miarkę i zapomnę gdzie. Stało się to jakoś dziwnie szybko. Patrzyłam właśnie, które rośliny muszę przesadzić (jest ich bardzo dużo, niestety), bo trzeba ogarnąć zamówienie na ziemię, doniczki, osłonki, drabinki, podpory i te inne pierdoły, które kosztują małą fortunę. I nigdzie miarki nie było. Zaglądałam w każde miejsce w mieszkaniu, w którym byłam, albo wydawało mi się, że byłam. Miarka zniknęła!

– Widział ktoś moją miarkę? – pytam dzieciaki, bo może któryś capnął ją do zabawy.

– Ta, co mierzyłaś meble dziś? – pyta starszyzna.

– Tak, dokładnie, właśnie ta! Widziałeś ją?

– Nie, ale nie musiałabyś jej szukać, jakbyś odłożyła ją na swoje miejsce – i poszedł.

Szok. Pokonał mnie moim własnym tekstem. I naszły mnie takie mieszane uczucia: mam się czuć dumna, czy może jednak zagrożona?

Chibi girl, gdzie jest moja miara

Miara się w końcu znalazła. Sama. Gdy dałam sobie spokój z odmierzaniem doniczek (a dobra, kupię osłonki „na oko”), to po prostu leżała beztrosko przede mną. Zamówienie na roślinne pierdoły złożyłam już wcześniej – na pałe, oczywiście!

10 comments

  1. Czasem mam wrażenie, że wszelkie zmiany w domu, remonty, upiększanie, kupowanie mebli są naszym – kobiet- wymysłem. Dlatego w sklepach budowlanych, meblowych i wszystkich innych , gdzie nabywa się „coś” do domu, powinien nam być przyznany stały rabat. Bez nas część mogłaby zbankrutować . Nie mówię , że ja kocham malować ,remontować, naprawiać itp – ale ja wiem kiedy należy to WRESZCIE zrobić, i wiem , że zmiany to nieodłączna część życia , On nie wie, nie widzi. 🙂 …powodzenia

    Polubione przez 1 osoba

  2. Bądź dumna z dziecka! 😀
    A nad mężem musisz popracować albo się rozwieść, bo niestety taki model, niewychowany, na stare lata zupełnie się nie sprawdzi.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s