Cisza!

Sukces! Komoda, regał i stoliczki skręcone! Szafki łazienkowe… eee…jeszcze nie. Stary wyznaje wyższość metody LIFO nad FIFO, nic na to nie poradzę. Jesteśmy coraz bliżej sukcesu, i Pan mąż odwleka ten moment, aby to ostateczne zwycięstwo miało swój niezapomniany finał. Niestety, chyba zapomniał (ale zaraz mu przypomnę), że został do ogarnięcia jeszcze balkon. Chciałabym zamontować takie „płotki”,  aby się ODGRODZIĆ od sąsiadów, by się na mnie nie gapili podczas relaksu… czy wieszania gaci starego na suszarce.

Mówiłam ostatnio, że postanowiłam się nie przeprowadzać. Ale myślę, że warto zmienić zdanie. Dlatego, mimo moich (naszych?) ostatnich „poprawek” w mieszkaniu nie rezygnuję z poszukiwań idealnego lokum. Może jednak jakaś perełka się w końcu trafi. A zasługa w tym wszystkim sąsiada. Stary spotkał go, jak wracał, kiedyś tam, z praniem z piwnicy i podobno sąsiad się żalił, że u nas ciągle ktoś (ciekawe kto) stuka, puka – kij wie co jeszcze. I wcale nie skłamię, jak powiem, że od tamtego czasu mam paranoje.

– Nie biegaj! Nie skacz! Nie tup! Nie pukaj! Nie krzycz! Nie rzucaj! Nie płacz! Nie chodź! Nie mów! Nie mrugaj! Nie oddychaj!

Wydaje mi się, że jedyne dźwięki, jakie wydają moje dzieci… to głośne dźwięki. I przyznam się, że wcześniej, zdawałam sobie sprawę z tego, że dzieci są „głośno”, często zwracając im zresztą uwagę (zwłaszcza „Nie biegaj”), ale na dzień dzisiejszy, mąż okrzyknął mnie wariatką! „Daj żyć dzieciakom! Wyluzuj! Wyciągnij kija z du…” – Nie, tak nie powiedział, ale na pewno pomyślał.

I tak słuchałam sobie dziś, jak dzieciaki walczyły … hmm… o co tym razem była kłótnia?… a tak, już wiem! O „ciszę” w pokoju. I zastanawiałam się, jak to się stało, że ja jeszcze ich nie oddałam do okna życia? Czy w ogóle takie duże dzieci biorą? Czy oni się w ogóle do tego okna zmieszczą?

A kłótnia o „ciszę” miała następujący przebieg. Starszyzna odrabia lekcje, a młodszyzna bawi się lego, wydając przy tym odgłosy, normalnego, bawiącego się dziecka, typu: „pszyyt”, „tamdara”, „łubudubu”.

– Nie wytrzymam tego dźwięku! – drze się starszy.

Cisza.

30 sekund później: „pszyyyyyyt”

– No nie wytrzyyymam tego dźwięku! Cicho bądź!

Cisza.

30 sekund później: „tym tyryryry”

– CICHOOOO MÓWIŁEM! – wstaje od biurka i kopie młodszemu samolot, co skutkuje głośnym „łubudub” w podłogę i natychmiastowym „wyciem” syreny.

Wdech i wydech. Spokój. I wybuch!

– Jak chcecie się drzeć, to WON na dwór!

– Okej.

Angry chibi girl

I poszli. Co za dziwne czasy. Kiedyś, za karę, nie można było chodzić na dwór. A ja puszczam smarki na podwórko, w nagrodę dla siebie, że jeszcze nie oddałam ich do okna życia i aby darli się na dworze, a nie w domu.

11 comments

  1. Widziałam taki ukraiński spot, gdzie różni ludzie mówili coś o sobie – zasadniczo chodziło o to, że żaden z nich nie był stworzony na wojnę, a dzisiaj wszyscy walczą. Ogólnie poruszający, ale najbardziej do mnie trafił pan, który mówił „jestem tym sąsiadem, który zawsze stuka w grzejniki”, bo pomyślałam, że o, to bym była ja! Chociaż ostatnio się opanowuję. Po przeczytaniu Twojego wpisu myślę, że mogłabym mieszkać w Niemczech. Do ćwiczeń sobie nawet matę wyciszającą kupiłam – chociaż rezygnuję z jej użycia, kiedy sąsiad z dołu mnie zdenerwuje. Ale sama ze zwykłymi stukami nie mam problemu, ani z awanturą od czasu do czasu, ani tym bardziej z dziećmi (może dlatego, że sztuka piętro wyżej to jedynak), moim zdaniem po prostu niektórzy moi sąsiedzi nie nadają się do życia wśród ludzi.
    Moja bratanica kiedyś czasami bawiła się tak, że jedna zabawka robiła hałas, a druga mówiła do niej „przestań, chcę spać!”. 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Ja chętnie bym pomieszkała na parterze. W Polsce nade mną też mieszkała para z dzieckiem i ogólnie mi to nie przeszkadza, o ile oczywiście godziny ciszy nocnej. Ale nie miałam takich sąsiadów, jak moja mama, tam dziecko ujeżdzało po domu samochodzikiem o plastikowych kółkach od 6 rano do 23… z przerwami na bieganie, bo na dworze nie lubił się bawić. A i gdy miał 3 lata z przedszkola go zabrali, bo zle znosił rozstanie z rodzicami…

      Polubienie

  2. Nie przejmuj się sąsiadami. Swego czasu przyszła sąsiadka z dołu, z listem, kiedy i w których godzinach dzieci mogą biegać, krzyczeć, aby jej nie przeszkadzały. Popatrzyłam na listę i jak nie wrzasnę, żeby sobie wsadziła listę w … i dodałam, aby nigdy nie ważyła się przekroczyć tego progu, bo zrzucę ze schodów. Poskutkowało. A teraz mieszkam na parterze z ogródkiem i chwalę sobie ten wybór.
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

    • Jejku jak ja ci zazdroszczę, parter z ogródkiem to moje marzenie! Tu mnie znajoma też uspokoiła, że jak będą się czepiać sprawę normalnie się daje do adwokata (a mamy ubezpieczenie, które pokrywa koszty) I spokój. Zwłaszcza, że dzieci nie biegają i nie krzyczą w nocy. Ale niesmak pozostaje.

      Polubienie

  3. też szukam parteru, może nie z ogródkiem, ale żeby parter. Ale w głębi duszy mam wątpliwości: bo w razie ataku zombie (takich jak w Jestem legendą) to na piętro trudniej się dostać niż na parter.
    Tak. Wiem. Jestem dziwna.

    Polubione przez 1 osoba

    • W czasie wielkiej powodzi, jaką mieliśmy tu w zeszłym roku, też zalewa najpierw parter. Dlatego trzeba się jeszcze zorientować, czy w razie „w” nas zaleje 😅 ale o zoomie nie pomyślałam 😛

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s