Zaginione pionki

Sobotnie południe. Nawalałam właśnie w kulki Harrego Pottera, delektując się słoneczkiem i ciszą, bo młodzież pognała na podwórko. Swoją drogą, szło mi zajebiście i bez żadnej skuchy przeszłam co najmniej dziesięć leveli. Kolejny sukces, który może powiększyć listę moich osiągnięć życiowych.

„Tytytyty tyt” Wiadomość na whatsappie od starego. Ten, to zawsze wie, kiedy w najlepsze marnuje czas i swoje życie na gierki w telefonie. „Będę za 15 minut”. Matko! Serio? Już? Tak szybko??! Czas kończyć grę i poudawać, że coś pożytecznego dziś zrobiłam. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Eeee… nie ma tragedii.

– Zdziwiona, że twój mąż tak szybko w domu, co? Gdzie dzieci?

– Nie ma, są na dworze. Skoro jesteś tak szybko, to może chociaż balkon ogarniemy i te szafki z przedpokoju poskręcamy.

– Ej, ej! Dopiero wszedłem do domu. Nie wszystko od razu! Najpierw zrobimy balkon, bo nie będę z płotem do roboty jeździł… (krótka pauza)… jak jakiś debil.

Okej, on sam to powiedział. Swoją drogą, mała dygresja w tym momencie: tyle lat czekałam, aż chłopcy będą na tyle duzi, aby sami mogli wychodzić na podwórko, że nie mogę się nacieszyć faktem, że ten czas w końcu nastał. Najbardziej na świecie nie cierpiałam siedzieć na ławce i godzinami gapić się, co robią smarki na placu zabaw. Telefonu nie wyciągniesz, bo zaraz będzie, że „a ta matka to ciągle z telefonem”, książki nie poczytasz, bo co chwile „mama! Zobacz jak wysoko się bujam”, „mama, zobacz, gdzie ja jestem”, „mama! Pobujasz mnie?”, „mama! A on mi nasypał piaskiem!” I milion innych, pilnych spraw, przez które musisz ruszyć swoją ciężką pupkę ze strefy komfortu (czytaj z ławki)… I zareagować… no chyba, że wybierasz opcję „B” i drzesz się do nich z miejsca (z tejże ławki): „widzę!”, „sam się pobujaj!”, „to też go obsyp piaskiem (I nie truj mi dupy – ciszej pod nosem)”… Nie, to ostatnie, to nie na serio (wiadomka), bo nie można uczyć dzieci oddawać. Trzeba uczyć rozmawiać… taaa… no chyba, że smarkacz nie reaguje, a taki „rzut piaskiem po oczach” mógłby załatwić sprawę od razu. Tak, wiem, beznadziejny ze mnie rodzic.

Z tych przemyśleń, na temat swoich nieudolnych metod wychowawczych, wyrwało mnie głośne…

– Ooo! Oooh!

Odwracam głowę w kierunku starego, a ten trzyma się za serce.

– Mam zawał! (Długa pauza, przerywana głębokim oddychaniem) Brakuje dwóch pionków! Kto pozwolił smarkom brać MOJE SZACHY???!!! – zrobił się czerwony jak burak, żyłka na czole pulsowała.

Szachy? A no tak, coś tam chłopcy gadali „mama, bawimy się teraz szachami”, ale mój mózg nie przywiązywał do tego komunikatu jakiejś większej wagi. Szachy starego, też coś. Jakby wzięli mój Monopoly Dragon Ball, to by było nieciekawie, bo jak wiadomo, nie wolno bawić się grą mamusi!

– Daj luz. Na pewno gdzieś są. Przyjdą dzieci, to ich spytasz.

– Gdzieś są? GDZIEŚ SĄ???!!! Nigdzie ich nie ma! Wzięli je na dwór! Założę się, że już ich nie przyniosą! Odkupujecie moje szachy! Nie obchodzi mnie to! Moje piękne szachy…(chlip) – wyglądał, jak zbieg ze szpitala psychiatrycznego. Esu! Nie widziałam go jeszcze w takim stanie. Latał po mieszkaniu, szukał tych dwóch pionków wszędzie: pod stołem, pod kanapą, w kuchni, w pokoju chłopców, za łóżkiem chłopców, w toalecie…

Usiadłam sobie na sofę, aby znowu rozwalić trochę leveli w grze, a ten jak zza winkla nie wyskoczy i nie wrzaśnie:

– Co robisz? Grasz??? Serio??? W takim momencie? Dlaczego nie SZUKASZ MOICH PIONKÓW? – Stary zwariował. Nie mógł się pogodzić z utratą części do swojej ukochanej gry, a chłopcy jakoś nie palili się do powrotu. Z podwórka wrócili dopiero po dwóch godzinach. Stary był bliski załamania nerwowego. No i nie uwierzycie, ale te dwa pionki stały sobie cały czas na stole, tam, gdzie była wcześniej rozłożona gra, tyle, że na samolocie lego, co to stał nieopodal. A dokładniej na jego skrzydłach.

– Tutaj są, tata! – smark nr 2 wziął pionki z samolotu i podał ojcu i jak gdyby nigdy nic, poszedł oglądać bajki.

Chibi boy angry

Płotki balkonowe zostały zamontowane, parasol przymocowany. Stary już nie musi jeździć do pracy autem, załadowanym po sam sufit, jak „debil”. A szafki łazienkowe… cóż… nadal stoją w przedpokoju…

16 comments

    • Mój feminizm kończy się tam, gdzie zaczynają się prace wykończeniowo – remontowe. Toż to nawet stary do pomocy bierze chłopców, nie mnie 🤣🤣

      Polubienie

  1. To ja mam stres jak pomyślę o czasie, gdy Młody sam zacznie wychodzić na dwór. Jak to? Nie będę widziała co robi o gdzie jest?? Zdecydowanie nie jestem na to gotowa! 😉 A pionki ważna rzecz. Przez co nasze cenne szachy, od dziadków, otwierane są tylko pod nadzorem 🙈 Hmm gdzie by tu te paczki dać, żeby w oczy nie kłuły? Może na balkon, i płotkiem otoczyć.

    Polubione przez 1 osoba

    • A ja tak miałam z młodszym, mówiłam, że może iść na dwór jak starszy z nim pójdzie. Ale on się buntował, bo czesto starszy nie chciał. Więc mówię, dobra, niech chodzi. I poza nawalaniem w domofon jak wraca, nie mam zastrzeżeń:)

      Polubione przez 1 osoba

  2. Jednak nie ma innej opcji, musisz szafki włożyć mu do samochodu, skoro nie będzie z nimi jeździł, musi w końcu je zamontować 🙂
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

  3. Boże masz nerwy ze stali tak grać a nie szukać pionków. Znając się ja pewnie szukałabym do oporu. Dzieci na podwórku to czysty relaks. I jak to brzmi. Włoskie dzieci nie wychodzą same a i w Polsce też ich nie widzę.

    Polubione przez 1 osoba

    • Tutaj dzieci chodzą do szkoly jak mają skończone 6 lat i sama szkoła zachęca, aby dzieci same chodziły- po 1 aby uczyć samodzielności a po 2 aby samochody „pchające” się na szkolne podwórko nie potrącały dzieci.

      Polubione przez 1 osoba

      • I ja jestem za. Moje dzieci od starszakow chodziły same do przedszkola. W Italii teraz nadopiekuńczość. I chyba w Polsce też. Zabawy na podwórkach nie widzę.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s