Dlaczego nie warto prać z rana…

Ostatnio jestem jakaś wkurwiona zdenerwowana! Najlepsze jest to, że kompletnie nie wiem dlaczego. Nie mam PMSów! Nie, to jeszcze nie ten czas. Ot, po prostu, od poniedziałku wszystko mi nie pasuje, wszystko mnie irytuje i nic mi się nie chce. Straszny spadek formy…

Mimo to, miałam dziś ambitny plan, zejścia do piwnicy z samego rana, jeszcze przed wyjściem do szkoły, aby wstawić pranie. Pomyślałam, że akurat, jak będę wracać, to capne z dołu, wyprane już rzeczy. Wszystko, by zaoszczedzic sobie beznesownego łażenia po schodach!

Mając pralkę w piwnicy, wypracowałam pewien odruch, spoglądania na telefon, od razu po odpaleniu pralki, by zapamiętać, o której godzinie ją włączyłam. Jest to na tyle ważne, by bez sensu nie złazić 3 poziomy w dół na 5 – 10 minut przed końcem cyklu. A wierzcie mi, nie ma nic gorszego, niż zejście do piwnicy, aby się przekonać, że zostało jeszcze 6 minut do końca… Czekanie na dole w takiej sytuacji jest bez sensu, bo te 6 minut trwa dokładnie tyle samo, co 600 godzin w normalnym życiu, tam na górze! Także chcąc, nie chcąc, musisz iść do góry, aby po chwili, znowu zejść na dół. Nie, argument, że nogi czy pośladki pracują podczas łażenia po schodach, nie jest wcale przekonywujący.

Więc, ładuję sobie pralkę… ładuje na spokojnie, upychając wszystko nogą! Żartuje! Ręką. Wlewam płyn, przy okazji rozlewając (Jak to możliwe, że zawsze mi się rozlewa!?!), nastawiam program. I cyk. Z tylnej kieszeni wyciągam telefon. Która to może być godzina? 7:07? I mój telefon, podczas wykonywania tej czynności (widzę siebie niczym jakiegoś kowboja, który wyciąga rewolwer z kabury) wypadł mi z ręki… tak po prostu wyleciał, robiąc przy tym w powietrzu co najmniej 2 fikołki, odbijajac się od ziemi, również dwa razy i na końcu wylądował sobie beztrosko na betonowej posadzce… wyświetlaczem do dołu.

Cisza. Wydawało się, że świat na chwilę się zatrzymał.

– Jaaaa pierdooo… – schylam się po swoje jedyne okno na świat, przygotowana na najgorsze… wyświetlacz cały! No kurde, to się nazywa szczęście głupiego! Pomijam fakt, że tył telefonu od 2 lat jest roztrzaskany, ale tył, to nie przód! W kondomie nic nie widać! Chociaż przy późniejszych, nieco bardziej dokładniejszych oględzinach, zauważyłam, że doszła kolejna pajeczyna, ale w sumie „gubi się” wśród wielu innych pęknięć.

Także lezę na górę, z jednej strony szczęśliwa, że udało mi sie uniknąć niepotrzebnego wydawania hajsu na nowy telefon, z drugiej zaś strony, przeklinając fakt, że muszę schodzić do piwnicy za każdym razem, kiedy chcę zrobić pranie. Telefon bezpiecznie schowałam do tylnej kieszeni spodni. Doświadczenie nauczyło mnie, że zbyt często zdarza mi się przypadkowo „wypuścić telefon z ręki” (nie wiem… może ja mam coś nie teges z uchwytem? Ale przecież posiadam przeciwstawny kciuk!)… a lepiej nie kusić losu. To, że telefon przetrwał fikolki, nie oznacza, że przeżyje sturlanie się po schodach. Jestem już prawie u siebie, na wysokości drzwi sąsiada. Tego samego, co to ostatnio mojemu mężowi powiedział, że nasze dzieci chałasują… I może pomyślałam wtedy coś niemiłego na jego temat… może, bo w sumie nie pamiętam co sie wydarzyło w ciagu kilku następnych sekund. Nagle moje giry się poplątały (przysięgam, że same!) i się zjebałam spadłam ze schodów. Zrobiłam sobie przy tym ałka na ręce. Wiadomo, lepiej pozdzierać nadgarstki niż twarz. I całe szczęście, że ten telefon miałam w kieszeni, bo pewnie w obliczu niebezpieczenstwa, bym go po prostu upuściła na schody…

Chibi girl falling

Poobijana pozbierałam z podłogi resztki mojej godności i wrociłam już bezpiecznie na górę. Na szczęście nikt nie wylazł ze swojego mieszkania, aby sprawdzić, co to za zjeb chałasuje o 7 rano. Powróciły myśli, że nie cierpię tego mieszkania! I nie cierpię mieć pralki w piwnicy! I najchętniej bym się stąd wyniosła… I bardzo boli mnie ręka…

15 comments

  1. Ufff. Co za szczęście, że upadłaś do przodu, bo jakby na tyłek to już kapiec, byłoby całkiem po telefonie. Ależ dzisiaj masz farta! Kup jakiś los na loterii, czy co – może na nową chatę kasę trafisz 😀

    Polubienie

  2. Przechodzą fronty, skoki ciśnienia, a wszystko odbija się na zdrowiu… „-)
    Moja znajoma w piwnicy trzyma nie tylo pralkę, ale i odkurzacze, miotły, szczotki, większe miski, miednice, zimowe buty, a nawet zapasowe garnki. Po prostu tam ma więcej miejsca niż w małym M-2.
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

    • U mnie w mieszkaniu noe ma gdzie wsadzic pralki, lazienki tak są „zbudowane” ze nie zmiescisz, a kuchnie już miałam, wiec tu by trzeba bylo troche przeróbek robic, a wiadomo, to nie moje, to po co babrać. Cały blok pierze w piwnicy

      Polubienie

  3. Współczuję
    Ja co prawda nie mam pralki w piwnicy ale piętro niżej w pomieszczeniu gospodarczym. Tam piorę. Suszę i latam po zapasy i inne rzeczy które nie w mieszkaniu
    Dziennie kilka razy. Uzbiera się zejście do piwnicy. Okład na rękę. Uściski

    Polubione przez 1 osoba

  4. Ałaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! Powinnaś zaopatrzyć się w ochraniacze 🙂 Dobrze że nic większego sie nie stało. Co do chowania telefonu w tylniej kieszeni spodni, to gdzieś czytałem że to najczęstszy powód tego że telefony lądują w sedesie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. notorycznie upuszczam telefony! Poubierałam je w, ja to nazywasz, kondonki, żeby mi się z rąk nie wyślizgiwały, ponaklejałam folię na ekrany, bo zawsze to trochę chroni, ale i tak są poobijane, zwłaszcza ten prywatny, co go używam już jakieś 5 lat.
    Nie znosiłam chadzać do piwnicy/pralni.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s